Z życia poradni

"Mój mały świat"

„Zaskakujące scenariusze moje życia” to nie przypadkowy tytuł mojego pierwszego tekstu. Czasami sobie myślę, że to znacznie za dużo jak na jedną osobę.

Już jako dziecko byłam bardzo wrażliwa. Wyrosłam w domy, w którym ojciec pił. Ciągła niepewność, strach, poczucie krzywdy i odtrącenia... towarzyszyły mi prawie cały czas. Odkąd pamiętam bałam się, nie byłam pewna co będzie jutro. Zamykałam się w swoim świcie gdzie nikt nie miał dostępu. Tam tylko czułam się bezpiecznie. Sama stworzyłam sobie wizję świata idealnego. Bardzo często wyobrażałam sobie różne sytuacje, które były inne niż w moim rodzinnym domu. Tak naprawdę zostając sama ze sobą, poznawałam świat i tworzyłam sobie swój wewnętrzny jego ideał.
Miałam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie i nawet nie chce zrozumieć. Po prostu czułam się cały czas dziwnie i nie pasującą do tego świata dziewczynką. Przekraczając próg mojego pokoju zaczynał się inny świat..... pełen niepewności, niezadowolenia, strachu. Widziałam ciągle niezadowoloną matkę, pijanego lub trzeźwiejącego ojca. Ale to jeszcze nie było najgorsze.
Kiedy ojca nie było w domu czułam się trochę lepiej. Nie było tego strachu, ale to co było potem, kiedy wracał pijany, to dopiero był prawdziwy koszmar. Strach, który powinien mnie paraliżować działał wręcz odwrotnie. Dokładnie pamiętam każdą chwilę, każdy odgłos, każdy zapach. Jego obleśne ciało oparte o drzwi przedpokoju i matkę, która kazała nam wyjść z pokojów i patrzeć na ten obrzydliwy widok. Okropny zapach, który temu towarzyszył pamiętam dokładnie do dziś.
Dorastając w tym koszmarnym świecie uczyłam się tak naprawdę wszystkiego sama.
Przede wszystkim – JAK PRZETRWAĆ.
Zastanawiam się czy były w moim dzieciństwie też dobre chwile...??
Nie wiem, nie pamiętam.
Gdybym miała opisać jak był mój ojciec... to bym napisała po prostu NIJAKI. Nie używam słowa tata, on na miało taty niczym sobie nie zasłużył.
Pamiętam każde jego słowo jak poniżał kobiety tzn. baby. One były niczym, w ogóle się nie liczyły, były tylko do jednego... do łóżka, ale w seksualnym tego słowa znaczeniu.
I tak sobie wyrosłam w domu, w którym czułam strach, niepewność, brak zrozumienia, poniżenie. Ani ja ani moje rodzeństwo nic dla ojca nie znaczyliśmy.
Teraz po 40 latach kiedy to piszę jest mi ogromnie smutno i łzy płyną mi po policzkach. Czułam się wtedy bezsilna, nic nie mogłam zrobić, nic zmienić!!! Byłam tylko dzieckiem,
ale miałam wrażenie, że gdybym mogła to uratowałabym moją rodzinę, przede wszystkim moją młodszą siostrę. To straszne żyć z takim poczuciem bezsilności.
Całe moje dzieciństwo bardzo przełożyło się na moje dorosłe życie. Małżeństwo było ucieczką z domu rodzinnego. Myślałam, że poukładam sobie swój świat, lepszy świat. Stworzyłam sobie świat idealny, który tak naprawdę nie miał prawa bytu. Niestety nie wiedziałam o tym. Dążąc do perfekcji nie zdawałam sobie sprawy, że nigdy tak nie będzie. Dopiero teraz po 24 latach małżeństwa i po 5 latach terapii zaczynam zdawać sobie z tego sprawę i powoli sobie to wszystko na nowo układać. Jest to niezwykle trudne... Nie wiem tak naprawdę od czego zacząć...Chyba od siebie.
Przez to ciągłe naśmiewanie się z kobiet i ich poniżanie mój ojciec zrobił mi wielką krzywdę. Nigdy nie czułam się dobrze ze sobą. Nie lubię swojego imienia, swoich urodzin.
Mam duże trudności z okazywaniem swoich kobiecych cech. Panicznie reaguję na jakąkolwiek miła uwagę ze strony mężczyzn. Nie potrafię wyeksponować swojej kobiecości i być z niej dumna. Pierwszy raz w życiu usłyszałam od mojej pani terapeutki, że mogę się podobać jako kobieta.
To dziwne uczucie, ale jakże budujące.
Jako dziewczynka byłam zła gdy mama robiła mi kucyki i kazała ubierać sukienki. Wyrosłam w poczuciu, że jesteśmy gorsze, nic nie znaczące, tak przecież mówił ojciec... Ubierając swoje ulubione spodnie i bawiąc się z braćmi żołnierzykami czułam się „bezpiecznie”. Oczywiście mama kupowałam mi dziewczęce zabawki i szyła sukienki, ale nie bardzo wiedziałam co mam
z nimi robić. Podobały mi się te nasze „babskie” rzeczy, ale niszczyłam w sobie to uczucie. Wiedziałam, że to gorsze, czyli złe.
Czuję ogromny żal, przede wszystkim do ojca. Teraz już po wielu latach myślę, że bardzo była nieudolna jego rola jako ojca. Nie wychowywał nas tylko krzywdził tymi wszystkimi wyzwiskami.
Dzięki terapii uczę się jak z tym żyć, jak to poukładać na nowo. Jak być kobietą i czuć się
z tym dobrze. To jest ogromnie trudne. Wiele pracy jeszcze przede mną.
Bardzo chcę zamknąć już w końcu rozdział swojego dzieciństwa i zacząć naprawdę żyć.
Tak bardzo chcę być szczęśliwa!!!
Kiedy uporam się z „demonami przeszłości” to zostanie już tylko MÓJ ŚWIAT, nie idealny, ale szczęśliwy po prostu.... I ten scenariusz już będę pisać sobie sama i z pewnością będzie zaskakujący.